Subskrypcje aplikacji – czy kiedyś powiemy „dość!”?

by Dawid Olczak on 3 września 2017

Subskrypcje to temat, który w ostatnim czasie wywołał ogromne poruszenie wśród internautów na całym świecie. Emocje były tak wielkie, że nawet najbardziej zdystansowane osoby zaczęły narzucać nam swoje poglądy. Co ciekawe, temat, choć bardzo ważny dla każdego z nas, zniknął tak szybko, jak się pojawił. Wydawać by się mogło, że został wręcz zduszony w zarodku.

Musimy jednak zdać sobie sprawę z tego, że nie możemy go tak po prostu porzucić – wiele rzeczy nie zostało wyjaśnionych, a jeszcze więcej niewiadomych napotkamy na swojej drodze, rozgrzebując temat i przyglądając się mu z bliska.

Kiedy emocje już opadły

Temat, choć na krótko zawitał na naszych ustach, wprowadził tak wielkie zamieszanie w internecie, że niezorientowana osoba mogłaby się pogubić pod naporem argumentów zwolenników subskrypcji i ich przeciwników. Oczywiście, tak wielkie poruszenie wśród nas nie było bezpodstawne – czarę goryczy przelał Ulysses (przez wielu postrzegany jako zwykły edytor tekstu), który przeszedł na model subskrypcyjny.

Śmiem twierdzić, że większość z Was obawia się teraz nagłego wybuchu płatności cyklicznych w każdym programie, którego używamy. Czy są to słusznie obawy czy nie, tego nie wiemy, ale możemy przyjrzeć się problemowi nieco dokładniej zarówno od strony deweloperów, jak i zwykłych użytkowników – wszystkim im gruncie rzeczy zależy na tym samym: na dostarczeniu nam/posiadaniu jak najlepszego narzędzia do pracy lub rozrywki.

Blogerzy, deweloperzy i kawa…

Koronnym (choć nie jedynym) argumentem osób wypowiadających się przychylnie o modelu subskrypcyjnym było stwierdzenie, że miesięczna subskrypcja to cena tylko jednej kawy, którą możemy zasponsorować deweloperowi. Wprawdzie tego typu argumentów najprawdopodobniej jako pierwsi zaczęli używać sami deweloperzy broniąc modelu subskrypcyjnego, lecz został on szybko podchwycony przez blogerów broniących ich decyzji.

Na samo wypowiedzenie słowa „kawa” i porównaniu go do oprogramowania, z którego tak ochoczo korzystamy, i które daje tak wielką siłę naszej platformie, płonę z oburzenia. Powiedzcie mi: jak można porównać czyjąś ciężką prace, setki godzin spędzonych nad rozwiązaniem tysiąca problemów do jakiegoś napoju?!

Moim zdaniem, takie porównania w oczach wielu, szczególnie młodszych użytkowników, mogą doprowadzić do obniżenia wartości oprogramowania, trywializacji go. Za takie nieprawdziwe postrzeganie rzeczywistości przez niektórych użytkowników częściowo odpowiadają sami deweloperzy, którzy sami z siebie zakpili używając takich sformułowań. Może bezpieczniej byłoby napisać, że każde oprogramowanie jest warte tyle, ile jest w stanie za nie zapłacić świadomy użytkownik, który doskonale zdaje sobie sprawę z tego, ile dla niego ono znaczy.

Deweloperzy

Zastanawialiście się kiedyś, ile programów, nawet tych dobrze napisanych i użytecznych dla społeczeństwa, przetrwało próbę czasu? Z pewnością niezbyt wiele. Z jeden strony, jest to podyktowane dynamicznie zmieniającym się rynkiem i być może brakiem perspektywicznego patrzenia w przyszłość. Z drugiej zaś strony, programiści mogą po pewnym czasie napotkać barierę, której nie będą w stanie sforsować – brak napływu nowych użytkowników zasilających konta deweloperów.

W przypadku standardowej dystrybucji oprogramowania, czyli kupna dożywotniej licencji, tylko napływ nowych użytkowników jest w stanie zapewnić płynność finansową programistom. W przypadku płatności miesięcznej, kwartalnej lub rocznej, ten problem w pewnym sensie można uznać za niewystępujący. Oczywiście, nowi użytkownicy dalej będą mile widziani, lecz firma nie będzie od nich już tak bardzo uzależniona.

Warto jeszcze zadać sobie pytanie, czy aby sami poniekąd nie wymusiliśmy na deweloperach modelu płatności cyklicznych? Dlaczego? A no dlatego, że nie raz i nie dwa zdarzało nam się pisać do deweloperów, żeby dodali jakąś funkcjonalność, która naszym zdaniem powinna się znaleźć w programie. Nie zrozumcie mnie źle, ale czy kupując oprogramowanie z wieczystą licencją możemy oczekiwać od dewelopera, że dopisze jakąś funkcjonalność do zakupionego już przez nas produktu za darmo? Wydaję mi się, że nie

Deweloper może oczywiście co jakiś czas wpuszczać płatny update, które w zamyśle ma nas skusić do wydania kolejnych pieniędzy. Lecz nie każdy pokusi się na odświeżenie swojego programu – niektórzy będą obstawiać przy twierdzeniu, że ktoś tu próbuje ich naciągnąć.

I co w takim wypadku ma zrobić deweloper, który posiada 500 tysięcy stałych użytkowników ceniących sobie narzędzie, które dla nich stworzył, lecz nowych duszyczek nie przybywa? Ma dodawać drobne usprawnienia, supportować oprogramowanie za darmo i co jakiś czas wydawać płatny, „wymuszony” update? Czy może lepiej będzie, jak przejdzie na model subskrypcyjny? Bo w innym przypadku może zostać zmuszony do porzucenia swojego dzieła, ku wielkiemu rozczarowaniu swoich użytkowników.

Użytkownicy

No i tu się zaczyna robić ciekawie. Znając już kilka argumentów za słusznością płatności cyklicznych, każdy z nas może pomyśleć o sobie i powiedzieć „Mam to w dupie!”. A jest o czym myśleć, gdyż od kilku lat wydajemy coraz więcej na płatności subskrypcyjne.

Żeby nie być gołosłownym, postanowiłem zrobić sobie małe podsumowanie programów i usług za które ja płacę co miesiąc: Apple Music – 29,99 zł, Netflix – 52 zł, Audioteka – 19,99zł, 1Password – 23 zł, iCloud – 11,99zł, Filmbox – 15 zł, BackBlaze – około 20 zł. Jak widać uzbierała się całkiem pokaźna sumka – 171,97 zł (zaraz po skończeniu pisania tego artykułu mam zamiar obciąć ją o co najmniej 20%).

Ale nie trapią mnie subskrypcje same w sobie, lecz ich ceny. Dla mnie osobiście kwota 17,99 zł pobierana miesięcznie za Ulissesa jest zbyt wygórowana i trochę oderwana od rzeczywistości. Lecz jestem świadomy tego, że nie udało mi się jeszcze wykorzystać jego potencjału w 100% i być może dlatego niechętnie przychodzi mi jego opłacanie. Potrafię też zrozumieć argumenty użytkowników, którzy korzystają z niego na co dzień i uważają, że koszty, jakie muszą ponieść za jego subskrypcję, nie są dla nich zbyt wysokie.

Ale najciekawsze jest w tym to, że jeśli Ulissesowi się powiedzie, najprawdopodobniej pociągnie za sobą lawinę subskrypcji innych programów. Być może tak już musi być, może inny model nie jest do utrzymania, niech wszyscy przejdą na subskrypcje, wtedy wybierzemy sobie rzeczy dla nas niezbędne, za resztę nie będziemy płacić i przetrwają tylko najlepsze programy, najlepsi deweloperzy.

Niestety, to są tylko moje pobożne życzenia. Prawda jest taka, że my, jako społeczeństwo, nie mamy chyba żadnego pomysłu na wyjście z tego impasu.

Z pewnością znajdzie się ktoś, kto w komentarzu pod tym tekstem zasugeruję zainteresowanie się usługą Setapp i stwierdzi, że to jest lekarstwo na całe zło. Moim zdaniem tak nie jest. Kwota 10 dolarów, którą co miesiąc płacimy za możliwość korzystania z Setapp, choćby nie wiem jak sprawiedliwie rozdzielana pomiędzy deweloperów, jest zbyt niska, żeby w pakiecie mogło znaleźć się kilkanaście wartościowych programów. Dlatego uważam, że być może już w najbliższej przyszłości MacPaw będzie zmuszony podnieść ceny subskrypcji lub utworzyć dwa oddzielne abonamenty – zwykły i Pro.

Aktualnie, model subskrypcji stworzony przez Setapp mi nie odpowiada. Wszystko sprowadza się do tego, że zaczynamy postrzegać oprogramowanie za dobro, które spada nam jak manna z nieba. A musimy sobie uświadomić, że dobre programy pisane nawet przez garstkę programistów muszą swoje kosztować, bo idzie za tym cały wachlarz dodatkowych kosztów ponoszonych przez deweloperów.

Lecz mieliśmy spojrzeć na subskrypcje od strony użytkownika, a nie dewelopera. Patrząc pod tym kątem, usługa którą oferuje nam Setapp jest całkiem w porządku, o ile pojawi się tam więcej wartościowego oprogramowania, które pozwoli nam zaoszczędzić trochę pieniędzy. Z drugiej strony, wielu ceni sobie możliwość zakupu programu z wieczystą licencją i nie można im zarzucić, że nie mają racji.

Zdaję sobie sprawę, że w dużym stopniu faworyzuję subskrypcje, ale czy mamy jakieś inne wyjście? Skoro ciężko nam jest wydać więcej niż 20 zł na coś, czego będziemy używać być może nawet przez dwa lub trzy lata.

Stare przyzwyczajenia

Mam do Ciebie prośbę drogi Czytelniku: stań przed lustrem, popatrz sobie głęboko w oczy i odpowiedz na pytanie: „kiedy ostatnio ściągnąłem jakiś program nielegalnie lub kombinowałem, by móc z niego korzystać np. z pięcioma innymi znajomymi”?

Nie chodzi mi o to, by kogoś piętnować czy wytykać mu błędy życiowe, bo nie mnie oceniać… Poza tym jest cała masa osób, których może być po prostu nie stać na zakup wyspecjalizowanego oprogramowania. Najciekawsze jest jednak to, że takich osób jest niewiele – najwięcej zaś jest ludzi, których stać na wydanie nawet 50 dolarów na program, z którego będą korzystali, lecz z jakichś powodów wzbraniają się przed ich zakupem i wolą kombinować.

Jeśli jesteś tego typu osobą, to być może przyczyniłeś się do takiego obrotu spraw, jaki mamy dziś.

Lecz w realnym świecie nic nie jest czarno-białe i nasze opory przed płaceniem za dobra cyfrowe mogą wynikać z naszej nie tak dawnej przeszłości. Powiedzmy sobie szczerze: jeszcze dziesięć lat temu mało kto kupował oryginalne płyty CD, filmy na DVD, nie wspominając już o programach, które większość z nas piraciła na potęgę. Cześć osób z tego wyrosła, lecz niektórzy ciągle stawiają czynny opór.

Plusy i minusy

Subskrypcje mają kilka plusów, które ciężko zignorować. Pierwszym z nich jest możliwość przetestowania programu za względnie niewielkie pieniądze lub korzystania z niego tylko wtedy, gdy mamy taką potrzebę.

Paradoksalnie, kolejnym plusem może być konkurencja ze strony innych deweloperów piszących podobne oprogramowanie. Jeśli większość firm zdecyduje się na przejście na model subskrypcyjny, będą one musiały ciągle nas motywować, abyśmy opłacali właśnie ich aplikacje, a nie firm trzecich. Nie będzie nas już trzymać w garści wydana wcześniej kwota np. 100 dolarów – jeśli uznamy, że gdzie indziej trawa jest bardziej zielona, nic nas nie powstrzyma przed skubaniem jej właśnie tam.

Największym z minusów jest z pewnością kwota, jaką będziemy musieli zapłacić za program – w dłuższej perspektywie romansik z subskrypcjami będzie nas kosztował o wiele więcej, niż gdybyśmy posiadali wersje programu z wieczystą licencją.

Kolejnym minusem może okazać się nasza chwilowa niestabilność finansowa, przez którą możemy zostać zmuszeni do rezygnacji z opłacania niektórych aplikacji. Wybierając subskrypcje decydujemy się na ponoszenie przez nas kosztów stałych, które w długiej perspektywie mogą okazać się zgubne dla naszego portfela. Kupując program na własność ponosimy większy koszt jednorazowy, ale jest on okazjonalny i powinien mieć on mniejszy wpływ na nasz budżet.

Podsumowując

Po napisaniu tego tekstu mam mieszane odczucia co do zmiany modelu płatności „wieczystej” na model subskrypcyjny. Lecz ciągle w duchu mam nadzieje, że taka subskrypcja, jaką znamy dzisiaj, nie jest ostateczną formą zapłaty za dobra cyfrowe. Bo nie wydaje mi się, że można z nas w nieskończoność wyciągać kolejny kwoty (tu 20 zł, tam 15 zł, a jeszcze gdzie indziej 50 zł). W pewnym momencie powiemy sobie „dość!” i przestaniemy płacić za programy opierające się na modelu subskrypcyjnym.

Jestem bardzo ciekawy Waszego zdania. Zostawiajcie komentarze poniżej, na naszym Facebooku, Twitterze, czy po prostu odezwijcie się do nas w wiadomościach prywatnych.

300x300-oslo

Podłącz się do nas na Twitterze lub Facebooku żeby nie przegapić żadnych informacji ze świata Apple.

Zdjęcia: Ilya Pavlov, Nathan Dumlao, Freddie Collins, Juliette Leufke, Erik Eastman, Denys Nevozhai (Unsplash)

Dawid Olczak

Dawid Olczak

Użytkownik sprzętu z nadgryzionym jabłkiem od 2010 roku. Miłośnik dobrej muzyki i książek fantasy, wieczny optymista od dziewięciu lat nieprzerwanie podróżujący po kraju.
Dawid Olczak

Latest posts by Dawid Olczak (see all)

Link to our Facebook Page
Link to our Rss Page
Link to our Twitter Page
Link to our Youtube Page
  • Adrian

    Uważam że model subskrypcyjny miesięczny to wyciąganie kasy. Dla tego że żaden deweloper nie wydaje idealnej aplikacji, tylko później przez kilka miesięcy ją dopieszcza. My jako płacący nie otrzymujemy doskonałego produktu, tylko poniekąd jesteśmy testerami kolejnych wersji beta i możemy się tylko przypatrywać aktualizacji V1.1 V!.2 itd.
    Jednak okres subskrybcji rocznej, za rozsądne pieniądze jest jak najbardziej w porządku, bo to czas w trakcie którego programiści faktycznie będą wstanie zaproponować kolejne nowe i ciekawe funkcje w swoich aplikacjach.

    • Co do stwierdzenia, że jesteśmy beta testerami, niechętnie ale muszę się z Tobą zgodzić. Coraz częściej zdążają się deweloperom mniejsze lub większe wpadki.

    • Allmer

      Również jestem za użytkowaniem wieczystym. Wolę większą cenę na wejściu, ale dopracowany już na starcie produkt. Ceny za subskrypcję są co raz wyższe i łatwiej producentom manipulować odbiorcą, gdzie taniej oznacza w praktyce drożej. Może kompromisem jest abonament z opcjami np. 12/24/36 miesięcy ?

    • Piachu

      wydaje się wam, że to wina developerów. W dzisiejszych czasach wszyscy chcą wszystko na wczoraj. A czym się różni model subskrypcyjny miesięczny od rocznego? Pragnę zauważyć, że niczym, bo za roczny płacisz więcej i na to samo wychodzi.
      A dopracowany produkt, nieaktualizowany przez rok już nie będzie taki cudowny

      PS. Wyłączam z tego tekstu gry na PC na premierze (co też w sumie nie jest raczej winą developerów, tylko studia), ale to co się dzieje ostatnimi czasy z premierami gier to śmiech na sali.

  • na początku też myślałem, że subskrypcje mają więcej plusów niż minusów. Pomyliłem się. Na przykład wezmę 1password. Wersja z licencją dożywotnią kosztowała ponad 200 zł. Dużo. Ale był to wydatek jednorazowy. Od około roku 1password dostępny jest jedynie w wersji z abonamentem. Trafiłem na promocję, która dla pierwszych użytkowników pozwalała przejść na ten system z bonusem pół roku bez abonamentu. Trochę zdziwiłem się, kiedy zajrzałem do usługi chmurowej 1password w zakładce „billing”. Czarno na białym napisane jest tam, że za odnowienie najbliższej subskrybcji zapłacę 60 Euro/rok. Ja pierd… Kwota ta mała już nie jest. Poza tym producent obiecywał, że dzięki takiemu modelowi oprogramowanie będzie nieustanie ulepszane i dodawane będą do niego nowe funkcje. Tymczasem po roku ulepszeń nie widać głowym okiem – konkurencja zdążyła wprowadzić coś takiego jak „opcja odzyskiwania konta” w przypadku np. śmierci małżonka/małżonki, automatyczne zmienianie haseł w serwisach, a Apple dołożyć do systemu iOS automatyczne uzupełnianie logowania dla aplikacji – co do tej pory zarezerwowane było tylko dla menedżerów haseł. Co najgorsze – 1password był synonimem najładniejszej aplikacji dla macOS. Lata lecą, a aplikacja nie zmieniła się wcale. Wystarczy odpalić np Dashlane, by zobaczyć jak tam jest ładnie i prosto….
    I chociaż 1password to wciąż bardzo dobry program – jeden z najlepszych, jakie znam to rozwój konkurencji (w tym usług Apple) każe mi poważnie zastanowić się, czy nie przestać płacić, skoro prawie to samo oferuje mi Apple czy tańszy, a bardziej rozbudowany Dashlane…

    • Piachu

      Enpass jest sprzedawany z licencją dożywotnią, polecam 😉

    • Kupując program lub aplikacje z licencją dożywotnią, musimy mieć świadomość, że po pewnym okresie czasu możemy zostać zmuszeni do kupna jej kolejnej wersji. Choćby dla tego, że nie będzie działać na kolejnej wersji systemu macOS a nie będą jej przecież supportować bez końca za darmo. Co do 1Password to ciagle istnieje możliwość jej zakupu z licencją dożywotnią, tylko trzeba trochę poklikać. Ale muszę się z Tobą zgodzić, że kwota jaka każą sobie płacić za używanie tego programu jest trochę przesadzona

      • zgadza się, ale zawsze tak było, że wersje na własność kupowało się co jakiś czas.

        • Tomek Czech

          Znam wiele osób, którym kiedyś za 1password w wersji wypasionej (mac+ios+windows) zapłacił pracodawca. Te osoby do dzisiaj szczęśliwie używają programu, na który nie wydały ani grosza. Na abonament nigdy by się nie zdecydowały (wiele razy zmieniali już pracę, szef przestałby im płacić za subskrypcję już dawno temu).
          Oczywiście nie jestem przeciwny subskrypcjom, podaję tylko przykład z życia wzięty 😉

Previous post:

Next post: