Czy Apple sprzedaje przestarzałe komputery?

Tomek Czech   23 października 2016

mac_01

Od lat mam wrażenie, że Polacy są niekwestionowanymi mistrzami świata w krytykowaniu Apple. W amerykańskich mediach krytyka firmy z Cupertino oczywiście również istnieje (i dobrze!), ale jest znacznie bardziej wyważona i rzeczowa. Jednak co jakiś czas mocno uderza w Apple portal The Verge. Szerokim echem odbił się np. artykuł Nilay’a Patela, który w bardzo ostrych słowach krytykował pomysł usunięcia minijacka z iPhone’a (argumentacja Patela jest moim zdaniem absurdalna, ale to temat na inny artykuł). Z kolei na początku sierpnia, Sam Byford na łamach The Verge oskarżył Apple o sprzedawanie przestarzałej technologii – uważa on, że „Apple powinno przestać sprzedawać czteroletnie komputery”.

berrolia

Chodzi mu przede wszystkim o MacBooka Pro bez Retiny, którego ostatni model trafił do sprzedaży w czerwcu 2012 r., czyli ponad 4 lata temu. Ale Byford wylicza dalej: Mac Pro nie był odświeżony od blisko 3 lat, Mac Mini od ponad dwóch. MacBook Pro z Retiną, MacBook Air oraz iMac zostały tylko delikatnie odświeżone ponad rok temu. W tym roku pojawił się na razie jedynie nowy model 12-calowego MacBooka.

Dziennikarz The Verge uważa, że to nie w porządku sprzedawać stare komputery słabiej zorientowanemu, tzw. „przeciętnemu użytkownikowi”. „Jeśli Apple nie chce, by Maki były na czasie, to ich sprawa. Ale wtedy może nie powinni sprzedawać ich w ogóle” – kończy. Jego argumentację podłapują inni komentatorzy.

Zastanówmy się więc: czy Apple rzeczywiście sprzedaje stare komputery? W sensie ścisłym – tak! Nie da się ukryć, że 4 lata to sporo czasu w świecie nowych technologii. Dlaczego więc nie pojawiły się nowe modele? Pewnie z wielu przyczyn: być może przez problemy z procesorami Intela, być może firma nie widziała takiej potrzeby. Ale krytykom przecież nie chodziło o to, dlaczego Apple tak robi, tylko że w ogóle to robi. Mówiąc „stary”, nie mają też na myśli tylko wieku, ale również to, że jest to sprzęt „przestarzały”, „niespełniający obecnych kryteriów”, „słaby”. „Apple NIE POWINNO sprzedawać tych Maców”, zwłaszcza w takich cenach” – mówią.

Pierwsza sprawa: Apple nikogo nie okłamuje, nie oszukuje. Nie wmawia przecież klientom, że to nowiusieńkie komputery. Laptopy, w przeciwieństwie do sera, nie mają daty ważności. Firma z Cupertino najwyraźniej uważa, że Maki z 2012 r. są wystarczająco „świeże”, żeby mogły leżeć na pólkach sklepowych. Że zaspokoją potrzeby kupców. Przecież Apple ma tu do stracenia najwięcej – stawia na szalę reputację, która mocno by ucierpiała, gdyby okazało się, że na ledwo co zakupionym od nich komputerze nie można wykonać podstawowych czynności. Takich głosów ze strony nowych użytkowników jednak nie słychać.

Apple sprzedaje te Maki, bo to w dalszym ciągu świetne maszyny, na tyle szybkie i wydajne, żeby bez problemu zaspokoić wszystkie potrzeby zdecydowanej większości użytkowników. Jest w tym ogromny paradoks, że większość krytyków „starych Maców” potrzebuje komputera jedynie do przeglądania internetu, scrollowania Facebooka i oglądania YouTuba.

Rozwój niektórych technologii zwolnił – nie tylko z przyczyn technicznych (jak np. trudności w wyprodukowaniu jeszcze szybszego procesora), ale też dlatego, że poziom zaawansowania urządzeń osiągnął taki poziom, że musimy zadać sobie pytanie: czy naprawdę potrzebujemy jeszcze czegoś lepszego? Czy potrzebujemy 8-rdzeniowego procesora w technologii 14 nanometrów żeby przejrzeć posty znajomych z Facebooka i napisać maila?

080618_m97_pf_ow 017

Artykuł The Verge odwołuje się do znanego „Poradnika Kupującego” stworzonego przez MacRumors, w którym przy niemal wszystkich Macach wyświetla się teraz ostrzeżenie „Nie kupuj”. Ale musimy pamiętać, że MacRumors zaleca powstrzymanie się z zakupem głownie dlatego, że maszyny te od dawna nie były aktualizowane i spodziewane jest odświeżenie linii Maców – nowe komputery kosztują zazwyczaj tyle, co poprzednie modele, a są od nich lepsze. Twórcy poradnika nie odradzają kupowania starszych Maców dlatego, że jest to słaby sprzęt.

Faktem jest, że użytkownicy „pro”, którzy najczęściej potrzebują komputera do zadań profesjonalnych (np. zaawansowanej obróbki wideo czy grafiki) nie są rozpieszczeni przez Apple. Mac Pro pozostaje bardzo wydajnym komputerem, ale to już niemal trzyletni sprzęt i coraz więcej profesjonalistów skarży się, że przydałaby im się mocniejsza maszyna.

Problem w tym, że oprócz profesjonalistów, ciągle uaktualnianie sprzętu ważne jest jedynie dla garstki geeków i dziennikarzy. Dla zwykłego użytkownika, MacBook Pro z 2012 r. to wciąż świetna maszyna.

Inna sprawa: dodawanie szybszych procesorów, nowszej grafiki czy więcej RAM, choć dla wielu osób bardzo ekscytujące, często nie ma większego sensu, bo nie wpływa znacząco (a czasem w ogóle) na ogólną wydajność komputera. Apple musi brać pod uwagę to, czego nie bierze większość komentatorów: wszystkie konsekwencje dodania nowych komponentów, czyli np. to, że szybszy procesor może szybciej drenować baterię czy grzać się i będzie potrzebował chłodzenia, do czego potrzebne będzie jest jeszcze więcej prądu, i z czym wiążą się problemy konstrukcyjne.

Ciekawe światło na sprawę rzuca głośne wideo, w którym porównano szybkości Samsunga Galaxy Note 7 z iPhonem 6s. Zeszłoroczny telefon z Cupertnio pobił na głowę najnowszego flagowca Samsunga. System okazał się dużo wolniejszy, mimo że specyfikacją techniczną to Note 7 bije na głowę iPhone’a. Czy ktoś odważyłby się zarzucić Apple, że sprzedaje przestarzałą technologię w postaci zeszłorocznego iPhone’a?

Skoro nie kwestie sprzętowe, to co sprawia, że iPhone w tak spektakularny sposób wygrał z Notem? iOS – system operacyjny uszyty dla iPhone’a na miarę i świetnie zoptymalizowany, żeby wycisnąć z hardwearu jak najwięcej.

I tu dochodzimy do innej kluczowej sprawy w kwestii Maców: oprogramowania. Krytycy się mylą – Apple nie sprzedaje starych technologii: na każdym z zakupionych obecnie Maców, choćby wyprodukowanym nie tylko 4, ale nawet 7 lat temu, można szybko i łatwo zainstalować najnowszy system operacyjny – macOS Sierra. Darmowy, nieustannie udoskonalany przez Apple tak, żeby wycisnąć jak najwięcej z komputera, na którym działa. Również tego 4- czy 7-letniego.

macos-sierra-wwdc-2016

Trudno znaleźć w sieci rzetelne porównanie wydajności  MacBooka Pro z 2012 r. z jednym z najnowszych laptopów z Windowsem 10, ale idę o zakład, że mogłoby się to dla wielu modeli PC skończyć tak, jak skończyło dla Note’a 7.

Zresztą nie chodzi tylko o wydajność. Niezwykle ważne są też nowe funkcje systemu, dzięki którym użytkownik Maca z 2012 r. może teraz zrobić na nim nieporównywalnie więcej, niż był w stanie cztery lata temu. Szybszego procesora czy dodatkowego RAMu nikt by mu przecież nie przyjechał za darmo zainstalować, a dzięki regularnym, bezpłatnym aktualizacjom systemu ma np. możliwości wysłania z komputera smsów, odebrania rozmów telefonicznych, szybkiego odblokowywania laptopa zegarkiem, wygodnego płacenia z Apple Pay przy użyciu Touch ID, korzystania z całej masy nowych funkcji i nowoczesnych aplikacji, ulepszanych z roku na rok.

Oprócz funkcji dotyczących samego Maca, od dłuższego czasu firma z Cupertino intensywnie pracuje też nad jeszcze lepszą integracją całego „ekosystemu Apple” – głównie nad współpracą pomiędzy urządzeniami z wykorzystaniem iCloud, która w macOS Sierra i iOS 10 wznosi się na wyżyny. Nie było to dostępne dla nabywców Maców w 2012 r., a jest dostępne dla kupujących dokładnie tego samego Maca teraz. To też jest wliczone w jego cenę.

Czy zatem Apple sprzedaje przestarzałą technologię? Nie, Apple sprzedaje technologię, nad którą każdego dnia, nieprzerwanie pracuje tysiące inżynierów.

(PS Ten tekst powstał na MacBooku Air z 2011 r., który jest moim podstawowym komputerem. Daję Wam słowo – to wciąż kapitalna, niezwykle sprawna maszyna!)

thinkapple-300x300-dragonfly

Artykuł ukazał się we wrześniowym numerze Mój Mac Magazyn

***

Podyskutuj z autorem tekstu na Twitterze.

Posłuchaj najnowszego odcinka ThinkApple PodcastWielki update Maców, iPhone 7 jet black i pierwsze testy Apple Watch Series 2:

Podłącz się do nas na Twitterze, Facebooku lub Google+ żeby nie przegapić żadnych informacji ze świata Apple.

Przeczytaj też:

Niezwykle wytrzymałe szkła ochronne do iPhone’a nawet 80 zł taniej!

Tomek Czech

Założyciel i redaktor naczelny ThinkApple. Dziennikarz (dyplomowany!) i fotograf (kiedyś…). Współtworzył Biuletyn Fotograficzny, publikował m.in. w Gazecie Wyborczej, Polityce, Pozytywie. Kawałek serca zostawił w Barcelonie, a zdrowia w niemieckiej fabryce samochodów ciężarowych.

Podłącz się do nas na Twitterze lub Facebooku, żeby nie przegapić żadnych informacji ze świata Apple.

Poprzedni post:

Następny post: